Pyrzowice - Parafia

Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

Katechezy o św. Józefie

Katecheza dziesiąta:

Św. Józef – Patron i Wzór Dobrej śmierci

Miesiąc listopad z zasady kojarzy nam się z ludzkim przemijaniem i zmusza nas do refleksji o godzinie naszej śmierci zwłaszcza kiedy stajemy nad grobami bliskich.

Pewna pobożna starsza pani, zamawiając intencję Mszy Świętej, zwróciła się do księdza z prośbą: proszę się za mnie pomodlić o dobrą śmierć - tak żebym nie cierpiała i żeby mnie nie bolało. Nie ma nic złego w tak ujętej intencji – o to można się modlić. Człowiek wierzący, świadomy że kiedyś trzeba będzie „odejść”, bardziej niż śmierci, najczęściej obawia się cierpienia związanego umieraniem. Dlatego nie ma nic złego w modlitwie o oddalenie cierpienia.  Jednak łaska dobrej śmierci nie polega na tym, że nie towarzyszy jej żadne cierpienie. Dobra śmierć to taka, kiedy umierający człowiek zjednoczony jest z Jezusem Chrystusem – ma w sobie Jego życie. Katechizm Kościoła Katolickiego nauczając o łasce ostatecznego wytrwania podkreśla tą jedność z Chrystusem: Dzieci naszej matki, Kościoła świętego, słusznie mają nadzieję na łaskę ostatecznego wytrwania i na nagrodę Boga - ich Ojca za dobre uczynki wypełnione dzięki Jego łasce w jedności z Jezusem. (KKK 2016). A zatem człowiek, mający w sobie życie Chrystusa Zmartwychwstałego - które otrzymał przez Chrzest Święty - umiera zawsze śmiercią dobrą.

W jednej z naszych katechez rozważaliśmy tajemnicę Św. Józefa jako patrona życia. Ponieważ kiedyś chronił na ziemi życie Jezusa - dzisiaj broni życie Kościoła, który jest Jego Ciałem Mistycznym. Broni jego życia przede wszystkim w wymiarze duchowym – jest obrońcą naszego życia nadprzyrodzonego – broni nas przed śmiercią wieczną. Staje więc przed nami jako wzór i patron dobrej śmierci – czyli takiej przez którą rodzimy się żywi do życia wiecznego. Ważne jest jednak najpierw, aby na ludzkie życie spojrzeć we właściwej mu perspektywie.

Ludzie niewierzący uważają najczęściej, że życie człowieka zamyka się w ciasnych granicach narodzin i śmierci. Jedynym zaś rzeczywistym światem jest ten, który doświadczamy zmysłowo. Tymczasem Pan Jezus wskazuje nam, że sprawa wygląda zupełnie ina­czej. Człowiek przechodzi kolejno przez trzy zupełnie różne światy, wśród których ten doczesny jest tylko etapem pośrednim. Pierwszy etap jest najkrótszy i trwa zaledwie dziewięć miesię­cy. Świat, w którym człowiek wówczas żyje, jest maleńki - to łono matki. Drugi etap jest już dłuższy i może trwać nawet dziesiątki lat. Świat, w którym człowiek wówczas żyje, jest tak bogaty i wspaniały, że nikt w ciągu kilkudziesięciu lat nie potrafi go ani poznać, ani zwiedzić - to etap życia doczesnego, zamknięty między momentem narodzin a godziną śmierci. Trzeci etap rozpoczyna się na progu śmierci i trwa wiecznie. Świat, w który człowiek wtedy wchodzi, jest nieskończenie razy wspanialszy od świata doczesnego. W Piśmie Świętym czytamy, że ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy do tego wiecznego świata wejdą (por. l Kor 2,9). I ten etap jest właściwym, jedynym i ostatecznym celem całej naszej życiowej wędrówki – to jest właściwa nasza Ojczyzna. W świetle tej nauki o etapach życia ludzkiego stają się zrozumiałe dwie prawdy. Pierwsza mówi o czasowym i przejściowym charakterze życia ludzkiego tak w łonie matki, jak i w świecie doczesnym. Ponieważ celem człowieka jest osiągnięcie życia wiecznego, przeto nie może on tutaj na ziemi zbudować trwałego mieszkania. Próbę taką należałoby porównać do wysiłków dziecka prag­nącego pozostać w łonie matki na zawsze, co jest nonsensem, bo znalazło się ono w tym maleńkim świecie tylko dlatego, by dojrzeć do wejścia w inny świat. Druga prawda dotyczy zależności jaka istnieje między życiem doczesnym a wiecznym. Zachodzi jakieś zdumiewające podo­bieństwo między narodzinami na ten świat a przejściem z tego świata do wieczności. Jak w łonie matki przygotowujemy się i dojrzewamy do samodzielnego życia na ziemi, tak w świecie doczesnym przygotowujemy się i dojrzewamy do życia wiecznego. Jak w łonie matki człowiek może umrzeć i narodzić się na ten świat martwy, tak w życiu doczesnym przez grzech ciężki można duchowo umrzeć i narodzić się do wieczności martwym a przez to stracić na zawsze niebo.

To jest właściwa perspektywa i właściwa skala ludzkiego życia. Św. Józef zaś pokazuje nam dobre przejście z tego świata do wieczności - takie przez które rodzimy się żywi do życia wiecznego – jest zatem i wzorem i patronem dobrej  śmierci. Jest wzorem dobrej śmierci ponieważ zostawia nam przykład jak należy żyć i jak należy kończyć doczesną pielgrzymkę. Bardzo często wyrażamy tą prawdę mówiąc, że Św. Józef umierał w ramionach Jezusa i Maryi – bez wątpienia tak było – tak Jego śmierć pokazuje sztuka chrześcijańska. Należy jednak pamiętać, że umierał w ich ramionach ponieważ nigdy tych ramion nie opuścił - nigdy ich nie zdradził. Swoim życiem pokazuje nam głęboką więź z Jezusem i Jego Matką. Oto wzór dobrego umierania: zachowywać przez całe życie ścisłą więź z Jezusem i Maryją. Zachowywał doskonałe posłuszeństwo Bożym Przykazaniom, którym pozwolił się prowadzić nawet wtedy, kiedy było to trudne i wymagające ofiary. My ten wzór naśladujemy, kiedy pielęgnujemy w sobie życie Jezusa przez trwanie w stanie łaski uświęcającej. Czynimy to przez życie modlitwy, życie sakramentalne – zwłaszcza Eucharystię i Spowiedź – przez życie zgodne z zasadami moralności chrześcijańskiej i wierność obowiązkom stanu oraz miłość bliźniego. Mocą zachowanej więzi z Jezusem, w godzinie śmierci, jesteśmy uzdolnieni do wypowiedzenia tych samych co On słów: Ojcze w Twoje ręce oddaję ducha mego

Uznając zaś Św. Józefa jako Patrona dobrej śmierci – wyrażamy prawdę, że nasze życie na ziemi jest bojowaniem i walką z wrogami naszego zbawienia, którzy za wszelką cenę chcą nas odłączyć od Jezusa. Potrzebujemy więc duchowego wsparcia i ratunku. Modlimy się zatem do Niego o pomoc i obronę przed atakami zła, o łaskę dobrego życia i o wierność Jezusowi do końca - czyli o łaskę ostatecznego wytrwania – oraz o wszelką pomoc Bożą na godzinę naszej śmierci – tak, abyśmy jak On, w tej godzinie znaleźli się w pewnych i bezpiecznych ramionach Jezusa i Maryi.  

Modlitwa: O Święty Józefie, mój dobry Ojcze, któryś miał niewymowną pociechę umierania w objęciach Jezusa i Maryi, ratuj mnie zawsze zwłaszcza w tej chwili, kiedy dusza moja będzie blisko opuszczenia ciała. Wyjednaj mi łaskę oddania ducha podobnie jak Ty, w objęciach Jezusa i Maryi. Jezu, Maryjo, Józefie Święty, teraz i w godzinę śmierci w ręce Wasze oddaję duszę moją. Amen.

Ks. Stanisław Kozik OSJ


Katecheza dziewiąta:

Św. Józef Postrach duchów piekielnych

W naszych jubileuszowych katechezach bardzo często sięgaliśmy do tych fragmentów Ewangelii, w których występuje osoba św. Józefa. Jest to naturalna kolej rzeczy. Pismo Święte jest Źródłem, z którego każdego dnia można zaczerpnąć życiodajnej wody Bożego Słowa i nigdy go nie wyczerpiemy. To, co dzisiaj udało nam się zobaczyć i usłyszeć jest pokarmem na teraz. Jutro ten sam fragment będzie do nas inaczej przemawiał i będzie karmił inne pokłady naszej duszy. Sięgniemy zatem jeszcze raz do Mateuszowej Ewangelii Narodzenia Pana Jezusa. Czytamy w niej, że Józef dowiedziawszy się o stanie błogosławionym Maryi, i nie chcąc narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów».(por Mt 1, 19n). W tym fragmencie obok Józefa, Maryi i Dziecięcia, które ma się narodzić, występuje także osoba Anioła Pańskiego.

Warto sobie przypomnieć, a może nawet uświadomić, prawdę wiary o istnieniu bardzo bogatego świata duchów czystych zwanych aniołami. Aniołowie są stworzeniami tak samo jak my, posiadają jednak wyższą od nas naturę. My jesteśmy istotami duchowo cielesnymi, psychofizycznymi, łączymy w sobie dwa światy: duchowy i materialny. Aniołowie są bytami czysto duchowymi. Żyją już w wieczności, do pełni której my zmierzamy. Ich natura sprawia, że nie śpią i nie męczą się, a przez to mogą nam cały czas towarzyszyć. Wierzymy - i mamy ku temu solidne podstawy biblijne i teologiczne – że każdy człowiek ma swojego Anioła Stróża, wiernego towarzysza życia, który chroni nas i wspiera, abyśmy doszli do nieba. Niestety istnieją także duchy złe, zbuntowane przeciw Bogu - które nas nienawidzą i czynią wszystko, aby nas zgubić na wieki.

O szatanie słyszymy już w Księdze Rodzaju – pojawia się w księdze Hioba – mamy o nim kilka zdań w księdze Mądrości i koniec. Przez cały Stary Testament szatan jakby się ukrywa i widać tylko owoce jego obecności: wojny, upadki ludzi, ich grzechy, cierpienie i ten najważniejszy skutek - śmierć. O istnieniu złych duchów oraz ich destrukcyjnym działaniu mówi także sam Jezus. Wiemy, że zanim nasz Pan objawił się Izraelowi, Duch Święty wyprowadził Go na pustynię, żeby był kuszony przez diabła? Wydaje się, że celem tego kuszenia było także ujawnienie istnienia i działania szatana – złego ducha – abyśmy uwierzyli, że zbawienie, którego dokonał Jezus było uwolnieniem człowieka z niewoli osobowego zła: nienawistnego i uśmiercającego na wieki. Obnażył całkowicie jego istnienie i działanie, aby nas pouczyć, że wszyscy jesteśmy kuszeni i będziemy kuszeni aż do naszego ostatniego tchnienia. Ta prawda jest nam potrzebna, aby wiedzieć z kim mamy do czynienia i gdzie szukać ratunku.

Piszemy o tym w kontekście osoby Św. Józefa ponieważ bardzo istotą rolę w jego misji spełniali Aniołowie Pańscy, którzy nie tylko do niego przemawiali w imię Boga, ale także prowadzili po drogach, na które go kierował. Utwierdzali go w powołaniu, które początkowo było dla niego tak niepojęte, że wręcz chciał zrezygnować. Pomagali mu je wypełniać, począwszy od Nazaretu, przez Beltejem, Egipt aż do całkowitego odejścia w cień po wypełnieniu misji. Pomagali mu przezwyciężać problemy i demaskować wszelkie pokusy i zasadzki przeciwnika. Tradycja Kościoła nazwała go Postrachem duchów piekielnych – a więc tym, przed którym drżą wszystkie diabły.

Wystarczyłoby powiedzieć, że ta władza i moc Józefa wynika stad, że  był Przeczystym Oblubieńcem NMP, Mężem Tej, Która jest Niepokalana i która depce głowę starodawnego węża. Był mężem Maryi i to wystarczyło! Zapewne tak, jednak pozbawilibyśmy Go zasługi przed Panem, gdybyśmy nie zauważyli Jego życia cnotami, które heroicznie zdobywał w toczonej wewnętrznej walce. Zaczęliśmy od kuszenia Pana Jezusa na pustyni. Św. Józef także miał swoje momenty walki duchowej, którą zauważamy pomiędzy wierszami zapisanymi w Ewangelii. Może nam się wydawać, że to takie niestosowne, aby mówić, że Św. Józef był kuszony. A jednak, jak każdy człowiek, również i on podlegał pokusom. Tak więc do tego wielkiego przywileju bycia Przeczystym Małżonkiem Maryi Józef dołożył jeszcze wypracowaną cnotę. Jan Dobraczyński, w pięknej książce pt. Cień Ojca, mistrzowskim stylem ukazał życie wewnętrzne Św. Józefa, który walczy i opiera się nawet najmniejszej pokusie, która pojawia się w jego umyśle. Autor doskonale ukazał realizm jego człowieczeństwa właśnie poprzez słabości, które po mistrzowsku pokonywał. Pokazał także, że cnoty Józefa nie brały się znikąd - były owocem Jego pracy, jego wzrastania.  

Wśród wszystkich jego cnót są dwie, które należałoby wyróżnić w kontekście tego tytułu jaki nadała mu Tradycja Kościoła – Postrach duchów piekielnych. Tymi cnotami są czystość serca i doskonałe posłuszeństwo Bogu. To one sprawiają popłoch wśród złych duchów, i na samą myśl, że mogą spotkać Józefa na swej drodze, z przerażeniem uciekają.

    Kto zatem obiera sobie za patrona Św. Józefa i stara się kroczyć drogą jego cnót – zwłaszcza czystego serca i doskonałego posłuszeństwa Bogu – staje się podobnie jak On postrachem dla duchów ciemności.

Ks. Stanisław Kozik OSJ


Katecheza ósma:

Św. Józef - Patron ludzi zaskoczonych

Wśród wielu modlitw jakie znajdujemy w modlitewniku Św. Józefa, jest także modlitwa w nagłej potrzebie. Często nazywa się ją Telegramem. Oto jedna z nich: Święty Józefie, ofiaruję Ci miłość Jezusa i Maryi, jaką żywią ku Tobie. Ofiaruję Ci też uwielbienia, hołdy wdzięczności i ofiary, jakie Ci wierni złożyli przez wieki aż do tej chwili; siebie i wszystkich drogich memu sercu oddaję na zawsze Twej świętej opiece. Błagam  Cię  dla  miłości  Boga  i  Najświętszej  Maryi Panny, Twej Oblubienicy, racz nam wyjednać łaskę ostatecznego zbawienia i wszystkie łaski nam potrzebne, szczególnie tę wielką łaskę... Pospiesz mi na ratunek św. Patriarcho i pociesz mnie w mym strapieniu. O św. Józefie, Przyjacielu Serca Jezusa, wysłuchaj mnie. Jeden z portali katolickich zamieścił nawet taką zachętę: Masz pilną sprawę, którą trzeba szybko załatwić? Warto zapoznać się z tą modlitwą do świętego Józefa.

Dlaczego do Św. Józefa zwracamy się w sprawach nagłych i pilnych? Wynika to oczywiście z osobistej pobożności poszczególnego wiernego ale jest to także doświadczenie Kościoła Powszechnego, który realnie doświadcza skuteczności Jego orędownictwa w każdej sprawie. Taka już jest nasza ludzka natura, że jak widzimy jakiś widoczny znak, nikt nie musi nas przekonywać o skuteczności danej praktyki pobożnej. W Ewangelii widzimy tłumy ludzi idących za Panem Jezusem ponieważ widzieli efekt uzdrowienia wielu chorych. Przynosili ich zatem przed Jezusa, aby choć dotknęli frędzla Jego płaszcza. A każdy, kto czynił to z wiarą doznawał uzdrowienia ze swoich dolegliwości.

Kościół także zobaczył skuteczność orędownictwa Św. Józefa. Zachęta, jaką kiedyś kierował do ludzi Św. Józef Marello: Idźcie do Józefa, On się o wszystko zatroszczy. Gdyby Św. Józef nie wyświadczył łaski nie byłby Świętym Józefem, wzięła się właśnie z tego doświadczenia. I warto podkreślić, że jest to przekonanie Kościoła jako wspólnoty ale również indywidualne i osobiste doświadczenie wiernych.

Jest jednak jeszcze jeden argument dla którego wzywamy Św. Józefa w sprawach i nagłych i pilnych, kiedy jesteśmy niemile zaskoczeni jakimś przykrym wydarzeniem. Otóż poznając Jego życie zauważamy, że poradził sobie z wszystkimi niespodziewanymi, nagłymi i trudnymi sytuacjami, na które nie był przygotowany ponieważ nigdy, w życiu żadnego człowieka wcześniej się nie zdarzyły. Nasze życie, pod tym kontem, jest bardziej przewidywalne niż jego. On był w sytuacji dużo trudniejszej ponieważ otrzymał misję wyjątkową w całej historii świata. Otrzymał wyjątkowe powołanie, które już się w historii świata nie powtórzy. Miliony ludzi otrzymuje powołanie do małżeństwa i rodzicielstwa, do stanu wolnego; tysiące do życia konsekrowanego i kapłaństwa. Natomiast nikt z ludzi nie otrzyma już powołania do bycia przeczystym Małżonkiem Niepokalanej Maryi i Przybranym Ojcem Syna Bożego. To właśnie z tym powołaniem i tą misją wiąże się heroizm Św. Józefa w zwycięstwie nad wszystkimi nagłymi i niespodziewanymi sytuacjami, z którymi przyszło mu się zmierzyć tutaj na ziemi. I te wszystkie sytuacje – po ludzku trudne, pełne cierpienia i niezrozumiałe tym bardziej, że ma obok siebie Maryję i Jezusa – zwyciężył. Wyczuwamy więc spontanicznie, że może i nam przyjść z pomocą w naszych trudnych i pełnych zaskoczenia sytuacjach życia. Nie tylko poprzez udzielenie nam potrzebnych łask ale również jako wzór postępowania i podjętych decyzji. Właśnie z tego względu możemy nazwać Św. Józefa Patronem ludzi niemile zaskoczonych. I pod tym patronatem znajdujemy się chyba wszyscy, bo któż z nas nie czuje się w życiu często zaskoczony rozmaitymi problemami, które spadają na nas jak przysłowiowy „grom z jasnego nieba”.

Bardzo często, kiedy spada na nas coś nagłego, trudnego i przykrego, tracimy głowę i zdolność racjonalnego myślenia. Także nasza wiara i zaufanie do Boga nie zawsze nadążają za naszymi stanami psychicznymi - za emocjami i uczuciami. Brakuje nam opanowania i „zimnej krwi”, aby na to, co się wydarza spojrzeć z wiarą i zaufaniem do Jezusa, który obiecał nam, że z nami będzie aż do skończenia świata – a obecność Jezusa to pełne bezpieczeństwo. W trudnych chwilach zapominamy nawet o tym, co jest oczywiste. Podczas burzy na jeziorze Apostołowie, zaczęli krzyczeć z przerażenia, że toną i dziwili się, że Jezus spokojnie śpi na wezgłowiu w tyle łodzi. Św. Piotr, kiedy uląkł się wichru i zaczął tonąć, zapomniał o tym, że umie pływać - był przecież rybakiem.

W sytuacjach nagłych, trudnych i niezrozumiałych, kiedy jesteśmy kompletnie zaskoczeni tym, co się dzieje, mogą się pojawić zasadniczo dwie groźne pokusy. Pierwsza z nich to pokusa sięgnięcia po niegodne i duchowo niebezpieczne środki, narzędzia, czy rozwiązania zaistniałego problemu. Człowiek jest wtedy kuszony do rozmaitych grzechów nieuczciwości – od kłamstwa po korupcję włącznie - bądź jest kuszony przeciw pierwszemu Przykazaniu, kiedy zwraca się o pomoc do osób lub rzeczywistości duchowo wątpliwych, niejasnych i niebezpiecznych. Drugą groźną pokusą jest załamanie i rozpacz, jako owoc przekonania, że nic nie da się zrobić.

Chodzi więc o to, aby w chwilach spadających na nas problemów nie „tracić głowy” ale ufnie oddać się pod opiekę Bożą i przy Bogu wytrwać, nie odstępując z drogi Przykazań, Ewangelii i Kościoła ani na krok. Używając środków i narzędzi dobrych i godnych starać się zaradzić temu cierpieniu, które mnie spotkało z jednoczesnym zaufaniem i zawierzaniem wszystkiego Jezusowi - co czyni się na modlitwie. To właśnie czynił Św. Józef. Jego życie było pasmem zaskakujących i trudnych wydarzeń, których po ludzku nie był w stanie zrozumieć – tym bardziej, że obok siebie miał Bożego Syna. Doświadczając tych wszystkich trudnych wydarzeń nigdy nie zszedł z Bożej drogi! Nigdy nie złamał Bożego Przykazania. Nigdy nie zwątpił w Bożą miłość, w Bożą sprawiedliwość i w Bożą opiekę!

Tego właśnie uczy nas Patron ludzi niemile zaskoczonych.

Ks. Stanisław Kozik OSJ


Katecheza siódma:

Św. Józef Patron powołań

Papież Franciszek, w orędziu na Światowy Dzień Modlitw o Powołania 2021 roku, zwrócił uwagę na sny Św. Józefa, które miały niezwykły wpływ na jego wybory. Co prawda wymagały zaufania, męstwa, trudu i zaangażowania ale za to w zamian przyniosły wspaniałe owoce a przede wszystkim wyznaczały i realizowały drogę jego powołania. Papież pisze: Ewangelie opowiadają o czterech snach. Były to boskie wezwania, ale nie było łatwo je przyjąć. Po każdym śnie Józef musiał zmieniać swoje plany i podjąć wyzwanie, poświęcając swoje własne plany, aby dostosować się do tajemniczych planów Boga. Ufał do końca…. bez wahania pozwolił się prowadzić snom. Dlaczego? Ponieważ jego serce było nakierowane na Boga, było już na Niego nastawione. Jego czujne „ucho wewnętrzne” potrzebowało tylko małego skinienia, aby rozpoznać Jego głos. Dotyczy to także naszych powołań… Sny doprowadziły Józefa do wydarzeń, których nigdy by sobie nie wyobraził. Pierwszy zachwiał jego zaślubinami, ale uczynił go ojcem Mesjasza; drugi zmusił go do ucieczki do Egiptu, ale ocalił życie jego rodziny. Po trzecim, który zapowiadał powrót do ojczyzny, czwarty zmusił go do ponownej zmiany planów, kierując z powrotem do Nazaretu, właśnie do miejsca, w którym Jezus miał rozpocząć głoszenie królestwa Bożego. (fragm. Orędzia na Światowy Dzień Modlitw o Powołania 2021).

To co musi nas do głębi zdumiewać to postawa pokornego posłuszeństwa Józefa wobec tych snów, w których co prawda objawia się wola Ojca Niebieskiego ale które co rusz zmieniają jego życie. Józef pozwala się prowadzić i ze spokojem te zmiany przyjmuje. I właśnie ta zgoda na te ciągłe Boże zmiany jest fundamentalnym aspektem każdego powołania. Taka postawa możliwa jest jednak tylko u osób zaangażowanych, gotowych na podjęcie trudu i przez to zawsze gotowych na aktualizację swej drogi życia.

Warto w tym względzie zwrócić uwagę na okoliczność powołania pierwszych uczniów - Pan Jezus powoływał na apostołów ludzi, którzy byli w pracy. Tak jest z Janem, Jakubem, Andrzejem i Piotrem – są rybakami, płuczą i naprawiają rybackie sieci. Podobnie będzie z Lewim Mateuszem, którego Pan powoła podczas jego pracy w komorze celnej. Wydaje się, że pozostałych także spotyka pośród ich codziennych zajęć i wzywa, by poszli za nim zbawiać ludzi – a więc do zajęcia o wiele trudniejszego niż pobieranie podatków, czy łowienie ryb.

A zatem zaangażowanie, pracowitość i zgoda na ofiarę jest fundamentalną cechą osoby powoływanej. Ponieważ Św. Józef jest człowiekiem pracy, dlatego otrzymując we śnie kolejną odsłonę woli Ojca Niebieskiego, wstaje i idzie gdzie każe Pan. Jest zatem prekursorem powołania apostolskiego: otwierając się na głos Ojca idzie za Jezusem. Paradoks powołania Józefa polega na tym, że karmiąc, chroniąc, prowadząc i ucząc Syna Bożego jednocześnie za Nim idzie i realizuje Jego wolę.  

Dzisiaj doświadczamy kryzysu powołań i  dotyka on wszystkich stanów życia. Jest tak dlatego, że wielu ludzi przestało patrzeć na ludzkie życie jako na powołanie – a więc misję i ofiarę. Kryzys powołań związany jest zatem z brakiem wiary i zaufania do Boga oraz z odrzuceniem trudu i ofiary -  a więc z bardzo subtelną formą lenistwa. Dotyczy to także lenistwa duchowego – czyli zaniedbania bądź odrzucenia modlitwy, życia sakramentalnego oraz formacji duchowej. Prowadząc styl życia, który wyraża się w maksymie: rób ta co chce ta, człowiek ulega pokusie wyrafinowanej formy lenistwa, która nie jest bezczynnością, lecz przybiera postać egoistycznego kręcenia się wokół siebie i rozważania: w czym jeszcze sobie mogę dogodzić. Człowiek leniwy - duchowo letni a często nawet oziębły - nie jest zdolny, by śnić i marzyć po Bożemu.

Dlatego Św. Piotr, w swoim liście pisząc o powołaniu, zachęca do pracy i zaangażowania: Dlatego bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! To bowiem czyniąc nie upadniecie nigdy. W ten sposób szeroko będzie wam otworzone wejście do wiecznego królestwa Pana naszego i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Dlatego też dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość. Gdy bowiem będziecie je mieli i to w obfitości, nie uczynią was one bezczynnymi ani bezowocnymi przy poznawaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Słusznie więc mówi Papież Franciszek, że Boże wezwanie zawsze popycha do wyjścia, do dawania siebie, do przekraczania siebie. Nie ma wiary bez ryzyka. Tylko ufne poddanie się łasce, odłożenie na bok własnych planów i wygód, pozwala prawdziwie powiedzieć Bogu „tak”. A każde „tak” przynosi owoce, ponieważ wpisuje się w większy plan, który widzimy zaledwie w zarysie, ale który Boski Artysta zna i realizuje, aby uczynić z każdego życia arcydzieło. W tym sensie św. Józef stanowi wzorcową ikonę akceptacji Bożych planów. Jego akceptacja jest jednak aktywna: nigdy nie rezygnuje, ani się nie poddaje, „nie jest człowiekiem biernie zrezygnowanym. Jego uczestnictwo jest mężne i znaczące” (List apost. Patris corde, 4).

Módlmy się zatem do Św. Józefa o łaskę, abyśmy się angażowali w nasze życiowe powołanie, o zgodę na wypełnienie się woli Bożej, o otwartość na trud i gotowość na zmianę - jeżeli taka będzie wola Jezusa. Módlmy się i naśladujmy Go  zwłaszcza wtedy, kiedy przychodzi pokusa zniechęcenia. Módlmy się także za innych, aby Św. Józef pomagał wszystkim - zwłaszcza ludziom młodym - w rozeznawaniu, realizowaniu Bożych marzeń wobec nich; oby inspirował do odważnego przedsięwzięcia, by powiedzieć „tak” Panu, który zawsze zaskakuje i nigdy nie zawodzi!

Ks. Stanisław Kozik OSJ


Katecheza szósta:

Przymierze Serc: Najświętszego Serca Jezusa, Niepokalanego Serca Maryi i Przeczystego Serca Św. Józefa

Najbardziej znany i szeroko rozpowszechniony jest kult Najświętszego Serca Jezusa. Kult ten, chociaż kształtował się stopniowo sięga starożytności chrześcijańskiej. Wyrasta z przekazu Świętego Jana Ewangelisty, który ukazał w Ewangelii scenę przebicia boku Chrystusa na Krzyżu. „Gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł nie łamali mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.” (J 19, 33-34). Ojcowie Kościoła i cała tradycja chrześcijańska odczytywali tę scenę w ten sposób: z przebitego boku Jezusa, z Jego boskiego Serca wypłynęły zdroje zbawczych łask. Kluczową rolę w rozwoju kultu Serca Jezusowego odegrała Św. Małgorzata Maria Alacoque, francuska zakonnica żyjąca w XVII wieku, która doznała licznych objawień Jezusa o Jego Sercu. Św. Małgorzata widziała Serce Zbawiciela kilkadziesiąt razy jako Serce krwawiące, przebite włócznią, Serce w ogniu płomieni, Serce otoczone cierniami, Serce z zatkniętym krzyżem.

Jezus zawsze mówił o wielkiej miłości Swego Serca ku ludziom: „Moje boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących zamkniętych w moim łonie.” Ale też powtarzał, że Jego Serce w zamian za Swoją Miłość otrzymuje gorzką niewdzięczność, wzgardę, nieuszanowanie, lekceważenie, oziębłość i zapomnienie. W jednym z objawień Jezus zażądał ustanowienie święta Najświętszego Serca Jezusowego. Objawił Św. Małgorzacie także to by wprowadzono nabożeństwa wynagradzające za grzechy, praktykowania dziewięciu pierwszych piątków miesiąca ze spowiedzią i komunią świętą wynagradzającą, oraz dał tym, którzy to wypełnią powszechnie znane dwanaście obietnic Jego boskiego Serca.

Piękne świadectwo o Bożym Sercu zapisane w Dzienniczku daje Św. Faustyna. W jednym z objawień Jezus mówi do niej: „Teraz połóż głowę na piersiach moim, na Sercu moim i zaczerpnij z Niego siły i moc na wszystkie cierpienia, bo gdzieindziej nie znajdziesz ulgi, pomocy, ani pociechy” (Dz 36).

Św. Jan Paweł II wielokrotnie nawiązywał do czci Najświętszego Serca Jezusowego widząc w Nim najdoskonalszy znak Boga. Nauczał, że z Serca Jezusowego przebitego na krzyżu, wytrysnęło wiekuiste źródło życia, zrodził się człowiek odkupiony od grzechu. Człowiek potrzebuje serca Jezusa, aby poznawać Boga i siebie samego i by móc budować cywilizację miłości.

Dobrze, że dla umocnienie naszej wiary i pobożności 11 czerwca br. w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie został ponowiony przez biskupów polskich akt poświęcenia narodu Polskiego Sercu Jezusowemu. Kult Niepokalanego Serca Maryi jest ściśle związany z kultem Serca Pana Jezusa.

Serce Maryi przy Sercu Jezusa, Serce Matki zawsze przy Sercu Syna. Kult Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny znajduje oparcie w słowach zapisanych w Ewangelii Św. Łukasza; raz w związku z adoracją pasterzy przy żłóbku: „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19), a drugi raz po odnalezieniu w świątyni zagubionego Jezusa: „A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu” (Łk 2,51).

Nad Niepokalanym Sercem Maryi snuli swoje refleksje Ojcowie Kościoła jak Św. Augustyn, Św. Leon Wielki, czy w średniowieczu Św. Bonawentura. Wielkimi czcicielami Niepokalanego Serca Maryi byli Św. Brygida i Św. Franciszek Salezy.

Datę przełomową w rozwoju kultu Niepokalanego Serca Maryi były objawienia Maryi w Fatimie w 1917 roku. Maryja zachęcała dzieci Fatimskie do praktykowania i rozszerzania kultu Jej Serca w intencji nawrócenia grzeszników. Podała dwa sposoby wynagradzania ze grzechy świata: pierwszy to przyjmowanie komunii świętej wynagradzającej, a drugi to odprawianie pięciu pierwszych sobót miesiąca ku czci Jej Niepokalanego Serca.

Wiek XX to wiek straszliwych doświadczeń ludzkości, pozbawiony serca, potrzebował tego by ukazać mu wzór miłości w największym ludzkim Sercu – Niepokalanym Sercu Maryi. Papież Pius XII dnia 8 grudnia 1942 roku, podczas najciemniejszej nocy wojennej poświęcił ludzkość, cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi. Biskupi polscy tego aktu dokonali na Jasnej Górze w dniu 8 września 1946 roku.

Kult Niepokalanego Serca Maryi jest ściśle związany z kultem Najświętszego Serca Pana Jezusa, bowiem nie da się rozdzielić, o czym wszyscy wiemy Serca Matki od Serca Syna. Bowiem Maryja pod swym Serce nosiła w Sym łonie bijące Serce swojego Syna. Dlatego też Maryja w swoich objawieniach prosi zawsze o nawrócenie grzeszników, bo grzechy jak ostrza włóczni przebijają Serce Jezusa i jej Serce, woła o odmawianie różańca i o pokutę. Starsi z nas pamiętają, że na ścianach naszych domów wisiały obok siebie dwa obrazy Najświętszego Serca Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi – świadczące o tym szczególnym Przymierzu Serc, o ich miłości wzajemnej, jedności a także o miłości Serc do każdego człowieka, nawet najbardziej pogubionego i grzesznego.

W jednej z pieśni ku czci Świętej Rodziny śpiewamy: „dobrze złączone imiona one – Jezus, Maryja, Józef …”, kierując się myślą naszych rozważań należałoby powiedzieć, a nawet mocno podkreślić: dobrze złączone Serce Jezusa, Serce Maryi i Serce Św. Józefa.

8 grudnia 2020 roku Ojciec Św.  Franciszek ogłosił Rok Świętego Józefa – spełniły się prorocze słowa Marty Robin, że wiek XXI będzie wiekiem Św. Józefa. Obserwujemy dynamiczny rozwój kultu Św. Józefa – można by powiedzieć, że Św. Józef wychodzi z cienia. Wcześniej również praktykowany był kult Św. Józefa, bo do jego znaczącego rozwoju przyczyniły się ogłoszenie w 1870 roku przez papieża Piusa IX Św. Józefa Patronem Kościoła Powszechnego, czy Adhortacji Apostolskiej Redemptoris Custos Św. Jana Pawła II. Ostatnio mocny impuls kult ten otrzymał w Liście Apostolskim Patris corde  papieża Franciszka.

Jakby zapowiadając swój wiek, pod koniec ubiegłego wieku w 1994 roku przebywającemu w Manaus, stolicy Amazonii w Brazylii 22 – letniemu studentowi Edsonowi Glauberowi objawiła się Św. Rodzina: Józef wraz z Maryją i Dzieciątkiem. Objawienia te trwały także po jego powrocie do rodzinnej miejscowości Itapiranga. Maryja prosiła w nich o modlitwę, o nawrócenie, częste korzystanie z sakramentu pokuty bo jako Królowa różańca świętego i pokoju chce ratować świat. Wraz ze swoim Synem Jezusem Chrystusem prosiła też o nabożeństwo do Przeczystego Serca Św. Józefa, które Bóg daje na ratunek światu „Ojciec Przedwieczny życzy sobie, aby nabożeństwo do Przeczystego Serca Św. Józefa rozszerzało się na całym świecie bo jest On Patronem Kościoła. To nabożeństwo zostało przygotowane na czasy ostateczne i dzisiaj właśnie przychodzę, by objawić światu tę wielką łaskę i dobrodziejstwo Ojca Niebieskiego” (objawienie z dnia 2 grudnia 1995 roku).

W tym samym objawieniu Maryja objaśniała istotę nabożeństwa pięciu pierwszych śród miesiąca poświęconych Św. Józefowi, „ … każdy kto w tym dniu przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej otrzyma niezliczoną ilość łask, a także wielkie łaski Przeczystego Serca Św. Józefa. Tak jak powiedziałam jest to nabożeństwo na czasy ostateczne.”

1 marca 1998 roku Św. Józef ukazał się w Itapiranga Edsonowi i przekazał mu Swoje orędzie: „Mój drogi synu, nasz Pan Bóg przysłał mnie, abym powiedział ci o łaskach, jakie ześle na świat przez szczególne nabożeństwo do mojego Przeczystego Serca. Przez to nabożeństwo wiele dusz zostanie uratowanych z rąk diabła. Bóg, nasz Pan pozwolił mi odkryć przed tobą obietnice mojego Serca. Tak jak ja jestem sprawiedliwy przed obliczem Pana, tak wszyscy, którzy będą mieli cześć do mojego Serca, będą również czyści, prawi i święci przed Jego Obliczem. Wypełnię was tymi łaskami i cnotami, sprawiając, że każdego dnia będziecie wzrastać w świętości.”

Objawienia te zostały zatwierdzone w 2010 roku przez biskupa miejsca, Biskupa Carilla Grittiego jako mające pochodzenie nadprzyrodzone.

Orędzie z Itapiranga skupione jest na nabożeństwie do Przeczystego Serca Św. Józefa, który stać się ma ratunkiem na nasze czasy. Przeczyste Serce Św. Józefa jest ściśle zjednoczone z Najświętszym Sercem Jezusa i Niepokalanym Sercem Maryi – jest to szczególne Przymierze Serc. W czasie tych objawień Św. Józef wyraził pragnienie by poświęceniu Jemu i Jego Przeczystemu Sercu towarzyszyło umieszczanie wizerunku Jego Serca w obecności Serca Jezusa i Maryi. Obiecał, że będzie się troszczył o te miejsca jak o mały Nazaret, by promieniowały jednością serc, ducha i modlitwy. Życzeniem Nieba było, aby także przez ów obraz ukazujący tajemnice Bożej Miłości w Sercu Jezusa, Maryi i Józefa, dokonywała się duchowa przemiana.

Jak praktykować nabożeństwo do Przeczystego Serca Św. Józefa? W każdą z pięciu pierwszych śród trzeba przystąpić do sakramentu pokuty, uczestniczyć we Mszy Świętej i przyjąć Komunię świętą. Dobrze jest odmówić modlitwę do Św. Józefa np. Pomnij, o najczystszy Oblubieńcze Maryi … lub Do Ciebie Św. Józefie … albo modlitwę przeznaczoną na poszczególną pierwszą środę nabożeństwa. Można również odmówić Litanię do Św. Józefa.

Przede wszystkim należy się starać naśladować Św. Józefa w Jego oddaniu Jezusowi i Maryi. Św. Józef zaprasza każdego z nas z ojcowską miłością: „Przychodźcie moje drogie dzieci do mojego Serca, które jest ściśle zjednoczone z Sercem Jezusa i Maryi. Przyjmijcie Jego miłość bo jest Ono otwarte dla was wszystkich, dla umocnienia waszej miłości i waszych kroków ku świętości. (…) Chcę, abyście także w moim Sercu zaznali słodyczy miłości i pokoju. Ja jestem także przy was, bo jestem wszędzie tam gdzie jest Jezus i Maryja i czuwam nad wami. (…) Pragnę opiekować się wami, tak jak opiekowałem się Jezusem i Maryją, ale to wy, drogie dzieci, musicie przyjść do mojego Przeczystego serca i otworzyć wasze Serca na działanie Miłości.

Ks. Józef Gucik OSJ


Katecheza piąta:

Św. Józef Patron i Opiekun Pracujących

Dnia 1 maja 1955 r. tłumy pielgrzymów z Włoch i całego świata wypełniły Plac Świętego Piotra w Rzymie. Największą grupę stanowili członkowie katolickich związków robotniczych, robotnicy katoliccy i ich rodziny. Okazja była szczególna bowiem Papież Pius XII na prośbę katolickiego świata robotniczego, w czasie audiencji, miał ogłosić świętego Józefa Patronem Pracujących, ustanawiając święto świętego Józefa Robotnika.

Ojciec święty przemówił do zgromadzonych na Placu Świętego Piotra tymi słowami: „Katoliccy robotnicy muszą się starać o to, aby ich towarzysze pracy wyczuwali obecność Chrystusa przy pracy. Aby osiągnąć ten cel, nie wystarczy, aby zadowalali się oni wykonywaniem obowiązków nałożonych na nich, w odniesieniu do ich religii w ich własnym życiu. Muszą oni koniecznie pogłębiać swą wiarę i wiedze religijną, oraz zapoznawać się z prawdami wiary i moralności objawionej przez Boga a nauczanymi przez Kościół Święty. W szczególności muszą oni wiedzieć w jaki sposób zastosować te nauki do praw i obowiązków w dobie obecnej. Żaden z robotników nie był bardziej przejęty prawdziwym duchem  chrześcijańskim, niż Ojciec przybrany Jezusa. Robotnik katolicki nie mógłby więc mieć lepszego Patrona i Opiekuna od św. Józefa, który nie tylko usposabia w oczach Boga i Kościoła godność robotnika, lecz jest jednocześnie wiernym stróżem robotnika i jego rodziny.”

Ojciec Święty Pius XII, kierując się miłością, solidaryzując się ze wszystkimi, których profesją jest trud, wysiłek, znój pracy oddał wszystkich pracujących pod opiekę św. Józefa; nadając charakter chrześcijański „Świętu Pracy” 1 maja. Często wskazywał w swoim nauczaniu na św. Józefa jako opiekuna wszystkich klas społeczeństwa i wszystkich zawodów.

         Żyjemy w czasie wielkiego i różnorodnego postępu: wieki XX i XXI to czas wielkiego rozwoju cywilizacji, kultury, medycyny, techniki, cybernetyki …, wieki wielkich wynalazków, ogromnego rozwoju umysłu ludzkiego. Człowiek zdobył księżyc, kosmiczne rakiety dotarły na Marsa, nastąpił niebywały rozkwit ludzkiej myśli (mówimy o geniuszu ludzkiego umysłu), rozwój pracy fizycznej: maszyny, roboty, automaty zastępują człowieka. Dzisiaj już nie nazwisko, tytuł, ale właśnie praca stały się sprawdzianem wartości człowieka. Człowiek tyle znaczy, ile sam zdobędzie i wypracuje.

Jednak wartości materialne nie potrafią uczynić człowieka szczęśliwym, zaspokoić jego tęsknot, oczekiwań, bo oprócz dóbr materialnych, potrzebujemy dóbr duchowych, a te zgromadzone są „w magazynach Bożych”. Są one przeróżne jak choćby ukochanie dobra, piękna, prawdy, a także miłość, dobroć, życzliwość, uczciwość, sprawiedliwość, szacunek do drugiego człowieka, szacunek do siebie, odpowiedzialność za siebie, za swoje postępowanie oraz odpowiedzialność za innych.

Ksiądz Prof. Czesław Bartnik („Ręka i myśl”) pisze, że praca jest działaniem zmierzającym, świadomie lub nieświadomie, do podtrzymania rozwoju i spełnienia bytu ludzkiego „rozpoczętego” w dziele stworzenia świata i człowieka przez Boga. W ten sposób dobra praca staje się dobrocią, miłosierdziem, odpowiedzialnością, doskonałością, jednym z głównych składników postawy religijności. Zakładając w sobie pewną wizję świata, poglądy społeczne jest ważnym czynnikiem jedności, pokoju, dialogu i współdziałania ludzkości. Praca staje się odpowiedzią na każdy rodzaj ludzkiego powołania, odpowiedzią na wezwanie Boga - „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,28) - staje się zarodkiem wieczności.

Dzięki pracy możemy działać na chwałę Bożą, służyć drugiemu człowiekowi i rozwijać swoje zdolności: czyli realizować siebie w życiu. Dlatego każdy z nas powinien bronić się przed tym by praca nie stała się bożkiem, który oddala nas od bliźnich np. przez brak czasu dla nich (niszcząc międzyludzkie relacje, czyniąc człowieka niewolnikiem wydajności).

Aby nie zagubić się wśród naszych różnorodnych zajęć, dążenia do sukcesu za wszelką cenę, nasze myśli skierujmy ku osobie Św. Józefa Robotnika vel Rzemieślnika wzywając Jego opieki, bowiem On pokazuje nam wartość i godność pracy, jej właściwy kierunek, którym jest służba drugiemu człowiekowi, zwłaszcza swojej rodzinie, a przez to służba Panu Bogu.

Ojciec Święty Franciszek w Liście Apostolskim „Patris corde” podkreśla: „W naszych czasach, w których praca zdaje się stanowić ponownie pilne zagadnienie społeczne, a bezrobocie osiąga niekiedy zdumiewający poziom …, konieczne jest zrozumienie z odnowioną świadomością znaczenia pracy, która nadaje godność i której nasz Święty jest przykładnym Patronem …, praca staje się okazją do rozwijania swoich przymiotów i cech, oddając je na służbę społeczeństwa i wspólnoty. Praca staje się okazją nie tylko do spełnienia samego siebie, ale przede wszystkim dla tej podstawowej komórki społeczeństwa, jaką jest rodzina.” (Pc 6).

         Święty Józef urodził się i żył w Ziemi Świętej (z wyj. okresu pobytu na emigracji w Egipcie), podbitej przez Cesarstwo Rzymskie. Silne były tu już od dawna wpływy greckie, a więc pogańskie. Wielki filozof grecki Arystoteles głosił, że zajęciem godnym wolnego człowieka jest tylko trud myślenia; filozofia, nauka abstrakcyjna, albo trud wojownika walczącego o dobro państwa. Praca fizyczna natomiast nie jest godna człowieka wolnego, jest to zajęcie niewolników. Podobno każdego człowieka można odczytać z mowy oraz z uczynków. Ewangelie zanotowały niektóre uczynki Józefa i ani jednego słowa. Nie zanotowano ani jednego słowa człowieka, który przez tyle lat przebywał z Jezusem i Maryją, troszczył się o nich, bronił, był Głową Świętej Rodziny, Jej opiekunem i żywicielem. Jego życiorys napisano w Ewangelii milczącymi czynami.

Święty Józef był człowiekiem zwyczajnej, żmudnej, nie efektownej, prawie nie zauważalnej pracy. Od taki sobie cieśla ! Pracą swoich rąk zarabiał na wszystko co nazywamy „chlebem codziennym” dla siebie i swoich najbliższych. Tak jak dzisiaj miliony ludzi swoją ciężką, monotonną pracą fizyczna czy umysłową, praca prostą, zwyczajną, czy korzystając ze zdobytej wiedzy i osiągnięć techniki, zdobywają środki utrzymania dla siebie i swoich rodzin. Jako głęboko wierzący Izraelita, przestrzegający Bożego prawa wiedział, że taki jest Jego obowiązek „w pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie” (Rdz 3,19).

Rozumiał wartość pracy fizycznej,  nie wstydził się jej pomimo że pochodził z królewskiego rodu, zamiast królewskiego berła trzymał w ręce piłę lub hebel. Głęboko rozumiał sens swojej pracy, swojego życia ofiarowanego Maryi i Jezusowi. Istotny bowiem sens pracy w duchu wiary polega na tym, by nie tylko zapewniała ona byt materialny, ale była także służbą Bogu – oddaniem chwały Bogu nie tylko słowami modlitwy, ale również codzienną pracą, codziennym trudem, wtedy najzwyklejszy rodzaj pracy (np. sprzątanie, malowanie, wywóz śmieci, itp.) staje się najpiękniejszym hymnem ku czci Stwórcy.

„Ora et labora” – módl się i pracuj -  tak uczy nas Święty Benedykt. Taka praca prowadzi do uczestnictwa w Bożym dziele stwarzania, poprzez rozwój i przemianę świata. Pod koniec XIX wieku Papież Leon XIII w Encyklice o znaczeniu Świętego Józefa (Quamquam pluries) pisał: „Ubodzy, rzemieślnicy i wszyscy ludzie miernego stanu mają jakoby osobliwe prawo uciekania się do Świętego Józefa i stawiania go sobie za wzór do naśladowania. On bowiem, chociaż pochodził z rodu królewskiego i był złączony węzłem małżeńskim z Najświętszą między wszystkimi niewiastami i uważany był za ojca Syna Bożego, przecież spędził życie i zarabiał rękami – na to wszystko co było potrzebne do utrzymania rodziny.

         Przy warsztacie Józefa Jezus uczył się wartości człowieczego trudu, ludzkiej pracy

Czyż nie jest On synem cieśli?” (Mt 13,55). Dziwili się mieszkańcy Nazaretu, których nauczanie Jezusa w Synagodze napełniło zdumieniem, ale jak to podkreślają niektórzy starożytni pisarze również w stwierdzeniu tym przejawiała się kpina: od, takie nic, „syn cieśli”. Również Ewangelista Marek wspomina: „czyż nie jest to cieśla” (Mk 6,3).

Święty Justyn żyjący w II wieku po Chrystusie w „Dialogu z Tryfonem” pisze „Gdy Jezus przybył nad Jordan ludzie mniemali, że jest synem cieśli Józefa. Był postaci niepozornej, jak głosiły Pisma, a uchodził za cieślę, bo przebywając wśród ludzi, ciesielskie wykonywał prace, pługi, jarzma na woły, ucząc symbolów sprawiedliwości i życia pracowitego”.

Być może te wiadomości przekazali Świętemu Justynowi jego dziadkowie, mogli mu opowiedzieć to co widzieli własnymi oczyma.

         Święty Józef uczy nas, że każda fizyczna, czy umysłowa praca jaką wykonuje człowiek jest powołaniem i zadaniem, które człowiek otrzymuje od Boga. Ważne jest właśnie to, by pracy nadać właściwy sens, nie stawiać jej na piedestale, nie otaczać jej kultem, nie robić z niej ideologii – ale też nie unikać podejmowania swoich obowiązków, nie unikać pracy, nie składać jej ciężaru na barki innych. „Wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, dziękując Panu Bogu przez Niego” (Kol 3,17). Te słowa Święty Paweł wypowiedział jakby w imieniu Świętego Józefa, który wszystko czynił dla Jezusa, ze względu na Niego i czynił to z sercem. Jezus przykłada swe ręce do każdej uczciwej ludzkiej pracy. Przyszedł na świat nie po to aby mu służono, lecz, aby służyć i uczy nas że uczciwie wykonana praca, jest jednym z największych aktów miłości Boga i bliźniego.

Pamiętajmy jednak o tym, że praca nie może całkowicie zdominować człowieka, praca dla pracy, pracoholizm nie mają nic wspólnego z chrześcijańskim sensem pracy. Prawo do odpoczynku dał człowiekowi sam Bóg swoim przykładem, w zapisie dzieła stworzenia świata – w siódmym dniu odpoczął (Rdz 2,2-3).

Wiele pięknych obrazów przedstawia Świętego Józefa z Dzieciątkiem Jezus na ręku, trzymającego Jezusa na kolanach, przy warsztacie – przy którym uczy Jezusa pracy stolarskiej, ciesielskiej; ale też na wielu obrazach widzimy sceny wspólnej modlitwy – uwielbienia Boga Ojca. Wybrał się też z pielgrzymką z Maryja i Jezusem do Jerozolimy. Mimo że był zapracowany miał czas dla swoich najbliższych. Tego też nas uczy Patron Pracujących – mieć czas dla bliskich, dla żony, męża, dzieci, starszych rodziców – mieć czas dla rodziny, bo niestety nieobecność w domu, zwłaszcza matki czy ojca, to jedna z wielkich tragedii naszych czasów, której skutki aż nadto często obserwujemy. Niech Święty Józef przypomina nam zawsze wartość, szlachetność i świętość pracy ludzkich rąk i ludzkiego umysłu, niech będzie dla nas wzorem łączenia, harmonizowania ze sobą wartości materialnych i wartości duchowych, modlitwy i pracy, ducha i czynu.

                                                                 Ks. Józef Gucik OSJ


Katecheza czwarta:

Św. Józef Wzór Małżonków – kwiecień 2021

Każdy człowiek przeżywa różnego rodzaju problemy i wątpliwości z którymi nie potrafi sobie poradzić: w domu, w szkole, w pracy, w środowisku w którym żyje, w towarzystwie w którym przebywa; niezależnie od wieku i życiowych zadań. Dochodzi czasem do sytuacji, że bezradnie opadają ręce, brakuje sił i rodzi się pytanie: co dalej ?, jak dalej żyć ?.

By dać odpowiedź, chcę wskazać na postać świętego Józefa, który na swojej drodze życiowej musiał radzić sobie z wieloma problemami, z sytuacjami, które go po prostu przerastały.

Niewiele wiadomości o świętym Józefie znajdujemy w Ewangeliach (św. Mt, św. Łk). Rodowody i krótka notatka w Ewangelii św. Łukasza wskazują na pochodzenie Józefa z rodu króla Dawida, z miasta Betlejem. „W owym czasie wyszło rozporządzenie cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. […] udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby dać się zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna (ŁK 2,1; 4,5). Krótkie wzmianki mówią, że był mężem sprawiedliwym i cieślą, więcej informacji podają pisma apokryficzne, niejednokrotnie ubarwiając tę postać. W nich można wyczytać, że za panowania króla Heroda Wielkiego, na pół pogańskiego Idumejczyka, prześladowani potomkowie Dawida szukali schronienia we wsiach i miasteczkach Palestyny, oddając się rolnictwu, pasterstwu, czy rzemiosłu. Między nimi znalazł się też święty Józef, nauczył się ciesielstwa i stolarstwa i za pracą trafił do Nazaretu. Był to pracowity, liczący ok. 20 lat młody mężczyzna pełen życiowego wigoru a zarazem prawdziwy Izraelita przestrzegający przykazań, praw i zwyczajów religijnych. Jako takiego młodego przystojnego mężczyznę przedstawia go wybitny malarz hiszpański Esteban Murillo. Tutaj spotkał Maryję: piękną, czystą, skromną, pobożną i pracowitą dziewczynę, która mogła mieć ok. 14 lat. Pokochali się wzajemnie, zaczęli pewnie żyć marzeniami i planami o wspólnym życiu. Była to czysta miłość; tym co ich łączyło obok wsłuchiwania się w głos serca, była także umiejętność wsłuchiwania się w głos Boga. Znowu sięgnijmy do apokryfów, które mówią, że Maryja już w wieku trzech lat oddana była do świątyni Jerozolimskiej na służbę Bogu. To tutaj zapewne ofiarowała Bogu swoje dziewictwo, oddała się Bogu całkowicie. Dlatego warunkiem ich małżeństwa było zachowanie czystości w małżeństwie. Józef, młody mężczyzna, od wieków ukształtowany w Bożej myśli i przewidziany na Opiekuna i ziemskiego ojca Syna Bożego zgodził się na ten warunek, by razem z Maryją iść drogą czystości dziewiczego małżeństwa. Historia zna wiele takich par małżeńskich, choćby małżeństwo św. Kingi i księcia Bolesława Wstydliwego. Tak więc Józef wybierając Maryję za małżonkę, zobowiązując się do zachowania małżeńskiej czystości, zaakceptował (nie wiedząc jeszcze o tym) Boży plan, który przewidywał Maryję na Matkę Syna Bożego a jego samego na ziemskiego ojca Jezusa.

Ślub żydowski odbywał się w dwóch etapach. Pierwszy z nich to dosłownie „nabycie” żony. (Przyszły mąż przekazywał pewną sumę pieniędzy jako zabezpieczenie żony w razie jej oddalenia). To przygotowanie do wspólnego małżeńskiego życia, można  nazwać narzeczeństwem (Pwt 22,23;24) oraz (Mt 1,19). Małżonkowie nie mieli jednak jeszcze prawa do wspólnego zamieszkania. To był czas na uświadomienie sobie, że do małżeństwa, świętego związku dwojga osób, trzeba jeszcze bardziej dojrzeć, podejść z powagą, bojaźnią Bożą. Według prawa żydowskiego byli już małżeństwem, nie mogli już zawrzeć związku małżeńskiego z nikim innym. Kobieta, żona podlegała już władzy małżonka. Po czasie trwającym około roku urządzano zaślubiny, podczas których najważniejszym momentem było wprowadzenie narzeczonej do domu narzeczonego. To był drugi etap małżeństwa; zamieszkanie razem. Wydarza się jednak coś co całkowicie zmienia sytuację, przekreśla plany, marzenia Józefa o wspólnym domu, o rodzinie. „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego Maryi z Józefem, wpierw nim  zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego” (Mt 1,18). Święty Łukasz dodaje po tym fakcie, że Maryja udała się do swej krewnej Elżbiety w góry, do miasta w pokoleniu Judy, by pomóc swej starszej już krewnej w ostatnich miesiącach jej ciąży. Była tam około 3 miesięcy, prawdopodobnie do narodzin syna Elżbiety i Zachariasza, Jana.

       Józef tęsknił i czekał na powrót ukochanej Maryi. I tu zaczynają się w życiu Józefa „schody”. Spotkała go przykra niespodzianka. Maryja była w widocznej już ciąży. Zaskoczony tym faktem Józef stanął przed dylematem: albo skorzystać z przysługującego mu prawa i skazać Maryję na zniesławienie a być może i śmierć  przez ukamienowanie, albo potajemnie oddalić Maryję i wziąć winę na siebie. Józef; nie znając jeszcze prawdy o poczęciu Bożego Syna; postanowił poświęcić własną reputację, własne dobre imię na ołtarzu niesławy. Dlaczego?. Bo kochał Maryję! Ale Bóg wziął sprawy w swoje ręce, objawił Józefowi przez Anioła swoją wolę i zadanie do wypełnienia, które mu wyznacza. „Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1, 20-21). „Dzięki posłuszeństwu Bogu przezwyciężył swój dramat i ocalił Maryję” (Patris Corde 3).  Józef, nie zważając na ludzką opinię wprowadził Maryję do swego domu, zaufał Bogu, a w Bogu zaufał Maryi.

       „Można nieomal czytać w myślach Józefa. Odejście od brzemiennej Maryi wydawało mu się rzeczą najwłaściwszą. Nikt nie wie, ilu mężczyzn myśli podobnie. Wciąż słyszy się skargi kobiet, że zostają same, porzucone, gdy tylko dochodzi do konfliktu na tle pierwszej, czy kolejnej ciąży. Każdemu zaś przyszłemu ojcu Bóg zapewne chciałby powiedzieć to, co wyjawił Józefowi: „Twoje miejsce jest u jej boku!” (Miesięcznik „Image”, księża Werbiści).

       Józef posłuchał tych słów, gdyby dzisiaj przyszli ojcowie posłuchali, tak jak święty Józef, nie byłoby aborcji, okien życia, domów samotnych matek, matek samotnie wychowujących dzieci, mniej tragedii odrzuconych dzieci.

      Tyle mówi się o kryzysach małżeńskich w naszych czasach. Właśnie ta sytuacja, po powrocie Maryi do Nazaretu, gdy okazało się, że jest brzemienna, a Józef zamierzał oddalić Ją potajemnie była pierwszym, ale i jedynym kryzysem w ich małżeństwie. A jednak Józef potrafił spojrzeć na problem nie tylko przez pryzmat własnej osoby, swojego honoru, swoich ambicji; posłuchał głosu Boga. Nazywamy świętego Józefa wzorem wierności małżeńskiej, jakże to ważne w naszych czasach. Dzisiaj wzrasta liczba rozpadających się małżeństw z błahych powodów, często kwitowanych prozaicznym hasłem: „niezgodność charakterów”, wciąż wzrasta liczba związków na próbę, liczba związków partnerskich, a przecież małżeństwo to Boży zamysł. Do każdej żony i do każdego małżonka Bóg mówi, jak do świętego Józefa: nie bój się, nie lękaj się, ale mówi też: „co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela”. Budowanie wspólnego „My” kosztuje, potrzeba dojrzałości i odpowiedzialności Maryi i Józefa by stworzyć ze słów „ Ja” i „ Ty” słowo „My”; mimo naszych braków, słabości, egoizmu, wygodnictwa; a czasem wbrew wszystkiemu, wbrew różnym radom nawet najbardziej „życzliwych”.

   Ewangelie Mateusza i Łukasza dają przykłady pełnej dojrzałości i odpowiedzialności Józefa za Maryję; swoją Małżonkę i Bożego Syna. Poprzez zwykłą troskę jak szukanie miejsca w Betlejem, opieka nad Maryją i Dzieciątkiem, obrzęd obrzezania, nadanie Dzieciątku imienia Jezus, ofiarowanie w Świątyni (zgodnie z prawem), ucieczkę do Egiptu, powrót do Nazaretu, pielgrzymkę do Świątyni w Jerozolimie i życie codzienne w Nazarecie; Józef stanął na wysokości zadania zleconego mu przez Pana Boga „Syn Wszechmogącego Boga przychodzi na świat, przyjmując stan wielkiej słabości, staje się tym, który potrzebuje Józefa by był broniony, chroniony, otoczony opieką, wychowywany. Bóg ufa temu człowiekowi podobnie jak Maryja, która odnajduje w Józefie tego, który nie tylko chce ocalić Jej życie, ale który zawsze będzie się troszczył o Nią i o Dziecko” (Patris corde 5).

       Aby budować wspólnotę życia małżeńskiego i rodzinnego potrzeba, obok wzajemnego zaufania, obecności męża i ojca w domu, mimo ogromnego tempa życia, wielogodzinnej pracy, troski o byt materialny, potrzeba czasu dla siebie, rozmowy między małżonkami, przebywania razem. „Dom to miejsce, gdzie choćby pod gołym niebem ludzie są razem” (Aforyzm). Trzeba zdawać sobie sprawę, że życie wspólne rujnuje egoizm, niedojrzałość osobowościowa (Jaś powinien stać się Janem) uzależnienia: od narkotyków, alkoholu, hazardu, internetu, gier komputerowych, ucieczki w wirtualny świat itp. Szkoda, że z kalendarza liturgicznego wyparowało święto: Świętych Małżonków Maryi i Józefa z dnia 23 stycznia (pozostało ono w  kalendarzu zakonnym Oblatów Św. Józefa), gdyż w tym dniu, w bardzo szczególny sposób modlimy się w intencji małżonków. W prefacji przewidzianej na ten dzień modlimy się słowami: „Maryja i Józef, mąż sprawiedliwy połączeni węzłem oblubieńczej i dziewiczej miłości sławią Cię pieśnią, adorują w ciszy, wychwalają pracą swoich rąk i oddają cześć całym swoim życiem”. Włączmy się w nurt tej modlitwy.

Ks. Józef Gucik OSJ


Katecheza trzecia:

Św. Józef – Pełniący wolę Boga.

Święty Józef był chyba najbardziej zwyczajnym świętym. Nie zakładał klasztorów, nie był uczonym jak święty Tomasz z Akwinu. Nie był spowiednikiem, jak święty Jan Vianney, który spowiadał po dziesięć godzin dziennie i jadł dwa kartofle na dobę. Nie był męczennikiem, jak święty Bartłomiej, którego odarto ze skóry, za to, że kochał Jezusa.” (Ksiądz Jan Twardowski. Kilka myśli o świętym Józefie)

Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, obdarzył go życiem, gdyż tylko On jest „źródłem życia” (Ps. 36,10), uczynił z niego koroną całego stworzenia, przez śmierć na krzyżu Syna Swego Jezusa Chrystusa, dał mu udział w Swoim życiu. Bóg wybiera i powołuje człowieka do własnych, dla każdego innych, zadań życiowych: „Niech każdy postępuje tak, jak mu Pan wyznaczył, zgodnie z tym do czego Bóg go powołał” (1 Kor 7,17) poucza nas święty Paweł a w Liście do Efezjan dodaje: zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani (Ef 4,1).

Święty Józef, jak każdy człowiek miał swoje plany, zamierzenia, marzenia, gdy na jego drodze stanął Bóg, objawiając mu sprawy, które go przerastały, których do końca nie rozumiał, ale zaufał Bogu bezgranicznie i bezwarunkowo, całkowicie oddał siebie, swoje życie wypełnianiu zadania, które powierzył mu Bóg. Zanim jednak zaufał i zawierzył Bogu to najpierw Boga usłyszał i posłuchał. Z tego posłuszeństwa Bogu, który powierzył mu Swego Jednorodzonego Syna, aby był dla Niego ziemskim ojcem i opiekunem, oraz Jego Matkę Maryję, Niepokalaną dziewicę i Oblubienicę Ducha Świętego – aby był dla Niej małżonkiem; z codziennego pełnienia woli Bożej, realizacji Bożych planów, wypływa wielkość, godność i świętość naszego Patrona. Święty Jan Paweł II w Adhortacji „Redemptoris custos” (Opiekun Zbawiciela) wyraził swoje życzenie: „Niech święty Józef stanie się dla wszystkich szczególnym nauczycielem uczestnictwa w mesjańskiej misji Chrystusa, która jest w Kościele dla każdego i wszystkich: małżonków i rodziców, ludzi żyjących z pracy rąk, czy też z jakiejkolwiek innej pracy, osób powołanych do życia kontemplacyjnego, jak i do apostolstwa.” (RC, 32).

Dla św. Józefa, prawowiernego Izraelity, który żył słowem Bożym, Bożymi przykazaniami na co dzień, wypełniał przepisy nałożone przez Prawo, a przez to oddawał cześć Bogu Jedynemu, oczywistym było, że to Bóg jest źródłem życia, dlatego życie każdego człowieka jest święte. Ewangelia w krótkich słowach daje piękne świadectwo Józefowi, ukazując jak odpowiedział na powierzoną mu tajemnicę, na powierzony mu dar. Jako człowiek, nie mógł pojąć i zrozumieć bowiem to go przerastało, jak to się stało, że „po zaślubinach … Maryi z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem znalazła się brzemienną” (Mt 1,18). Dlatego św. Józef jest głęboko zaniepokojony w obliczu niewytłumaczalnej ciąży Maryi: nie chce Jej oskarżać publicznie, ale postanawia „oddalić Ją potajemnie” (Mt 1,19).

W pierwszym śnie anioł pomaga mu rozwiązać jego poważny dylemat: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,20-21). Jego reakcja była natychmiastowa: „Zbudziwszy się ze snu Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański” (Mt 1,24).

Dzięki posłuszeństwu przezwyciężył swój dramat i ocalił Maryję” - słusznie zauważył ojciec święty Franciszek w Liście Apostolskim Patris Corde.

Św. Józef zgodnie ze zwyczajem wprowadził Maryję do swego domu, otoczył opieką, zwłaszcza w podróży z Nazaretu do Betlejem, która dla Maryi, jego Małżonki w stanie błogosławionym była na pewno bardzo uciążliwa. W Betlejem, jak wiemy, Maryja rodzi w miejscu przeznaczonym dla zwierząt w stajence, „gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,7).

Józef prawnie przejął obowiązki ojca Dziecięcia, gdy dokonano Jego obrzezania w ósmym dniu po narodzeniu, nadając mu zgodnie z objawieniem, które otrzymał imię Jezus. A po dniach oczyszczenia udał się wraz z Maryją do Jerozolimy, aby w Świątyni Jezusa przedstawić Panu – wypełniając wszystko zgodnie z Prawem Pańskim.

W krótkim czasie po tych wydarzeniach, otrzymuje przez anioła Pańskiego, Boży nakaz: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić” (Mt 2,13). Józef znowu okazuje pełne posłuszeństwo nakazowi Bożemu „bez żadnego ale”.

Tak samo przyjął nakaz w Egipcie, aby wracać do ziemi Izraela (Mt 2,19-20). W Nazarecie, gdzie w końcu święta Rodzina osiadła, przyjął wszystkie obowiązki głowy rodziny i domu, zarabiając pracą własnych rąk na utrzymanie swej Małżonki i Bożego Syna i wychowując Jezusa. „W ukryciu w Nazarecie, w szkole Józefa, Jezus nauczył się wypełniać wolę Ojca” (Patris Corde, 3). Święty Józef troszczył się nie tylko o życie naturalne Bożego Syna, ale również o Jego życie duchowe – czego wyrazem jest zapis o pielgrzymce do Świątyni Jerozolimskiej.

W życie świętego Józefa wkroczył Bóg, nagle i niespodziewanie ze Swoim Planem Zbawienia a święty Józef nie tylko tę interwencję dobrze odczytał, ale i wymagania Boże jak najlepiej realizował. Choć nie wyrzekł ani jednego słowa, przekazał nam jednak bardzo ważną prawdę – pokazał, że życie człowieka spełnia się tylko wtedy, kiedy jest darem dla innych i wypełnianiem zadań powierzonych nam przez Boga.

Kiedy nie wiemy, co czynić, jak postąpić, jak sobie z jakimś trudem poradzić warto zwrócić się o radę do Św. Józefa. Jak pisał Św. Bernard z Clairvaux: „Od niektórych Świętych otrzymujemy pomoc w szczególnych sprawach, ale od świętego Józefa pomoc jest udzielana we wszystkich, a poza tym broni On tych wszystkich, którzy z pokorą zwracają się do Niego. Szukajmy więc pomocy u świętego Józefa”.  

 

Ks. Józef Gucik OSJ


Katecheza druga:

Św. Józef – Patron życia!

Wiara, aby była autentyczna, musi wyrazić się na zewnątrz - musi okazać swoje oblicze poprzez konkretną postawę molarną, poglądy, decyzje i czyny w życiu codziennym ale także wobec aktualnych wydarzeń i spraw, które dokonują się w świecie, w którym człowiek żyje. Tak było w życiu Św. Józefa wobec ogłoszonego spisu ludności, który specjalnym rozporządzeniem ogłosił Cezar August. Ponieważ ten spis w niczym nie sprzeciwiał się jego wierze, zabrał Maryję, która była brzemienna i udał się do Betlejem, aby tam spełnić przepis prawa Cesarstwa Rzymskiego: Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. (Łk 2, 4n). W sytuacji jednak, kiedy „pokłon” Dziecięciu chciał złożyć Herod -  który jako król, swoją osobą także wyrażał prawo - Józef zabrał Dziecię i Jego Matkę i uciekł przed nim do Egiptu. Każdy człowiek musi „odczytywać” otaczającą go rzeczywistość a wobec aktualnych wydarzeń zajmować stanowisko i podejmować decyzje, które będą potwierdzały jego wiarą. 

W wydarzeniu narodzenia Syna Bożego a potem w ucieczce do Egiptu widzimy Św. Józefa, który czynem wyznaje swoją wiarę jako Obrońca Życia. Jest Obrońcą Życia w pełnym tego słowa znaczeniu: najpierw jako obrońca jeszcze nienarodzonego Syna Bożego, którego pod sercem swoim nosi Maryja a następnie jako obrońca we wszystkich wydarzeniach, które zagrażać będą Jego ziemskiemu życiu.

Zgodnie z Prawem Mojżeszowym po zaślubinach małżonkowie mogli zamieszkać razem dopiero po upływie roku. Następował wtedy bardzo uroczysty moment, kiedy małżonek wprowadzał małżonkę do swojego domu. Ten moment podkreślił Św. Mateusz pisząc: Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem… (Mt 1, 18). To właśnie w tym czasie, kiedy już miały miejsce zaślubiny – byli już więc prawdziwymi małżonkami ale jeszcze nie mieszkali razem – Maryja za sprawą Ducha Świętego stała się brzemienna. Józef nie znajdując swojego miejsca przy Maryi, którą wybrał Bóg dla Siebie, próbował potajemnie Ją oddalić, wręczając Jej list rozwodowy. Tym aktem chciał ratować Jej dobre imię i życie. W przeciwnym wypadku Maryi groziło oskarżenie o niewierność i cudzołóstwo, co karano śmiercią przez ukamienowanie. Zanim Józef otrzymał swoje własne zwiastowanie Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, decyzja którą podjął, ratowała życie Maryi i Jej Nienarodzonego Dziecka – stanął po stronie Życia. Warto podkreślić, że od momentu kiedy Józef powiedział Bogu swoje „Fiat”, Anioł będzie przemawiał tylko do niego. Maryja nie otrzyma już kolejnego zwiastowania mimo, że będzie jeszcze wiele trudnych, niezrozumiałych i niebezpiecznych momentów w Jej życiu. Bóg będzie wysyłał swojego Anioła tylko do Józefa ponieważ On, jako prawdziwy mąż i ojciec, stał się Głową, Filarem i Obrońcą życia tej Rodziny. Zwróćmy uwagę, że Bóg ukazuje w Ewangelii wiarę Św. Józefa właściwie w momentach, kiedy ten podejmuje decyzje, które mają ratować życie Jezusa. Najpierw podejmuje decyzję, która ratuje Maryję przed kamienowaniem. Potem ratuje Dziecię Jezus przed okrutnym Herodem, który morduje wszystkich chłopców w Betlejem. Chroni ich na wygnaniu w Egipcie przed dobrze rozwiniętą siatką szpiegowską Heroda. Następnie chroni życie Jezusa przed Archelausem, który jest nie mniej okrutny od swojego ojca. Wreszcie szuka Jezusa podczas pielgrzymki do Jerozolimy, ponieważ tutaj też chodzi o Jego życie. Wiele razy więc staje naprzeciwko śmierci, aby swoją osobą ochronić życie Jezusa. Niekiedy nam się wydaje, że Św. Józef jest patronem dobrej śmierci tylko dlatego, że umierał w ramionach Jezusa i Maryi – to prawda. Jest jednak patronem dobrej śmierci również dlatego, że jest obrońcą życia. To jest chyba największa tajemnica Św. Józefa – jest Stróżem, Obrońcą i Patronem Życia.  Ponieważ chronił na ziemi życia Jezusa w momencie, kiedy był najbardziej bezbronny staje dziś przed nami, jako patron życia dzieci nienarodzonych. Jako obrońca życia Jezusa Chrystusa dzisiaj broni życia Jego Ciała Mistycznego a więc jest Stróżem naszego życia nadprzyrodzonego, życia łaski uświęcającej w nas – broni nas przed śmiercią wieczną. Jako Patron naszego życia duchowego chroni życia małżeństw, rodzin i przyjaźni.

Wielu jest dzisiaj Herodów, którzy czyhają na życie ludzi najsłabszych, najniewinniejszych, na życie nadprzyrodzone ludzkich dusz? Wielu jest Herodów, którzy niby chcą pokłonić się i oddać hołd naszej ludzkiej godności, ale w swoim zanadrzu chowają cynizm, pogardę i śmierć - znamiona kultury, którą Św. Jan Paweł II kiedyś nazwał kulturą śmierci. Paradoks polega na tym, że kultura śmierci ma swojego bohatera w Ewangelii Życia a jest nim Herod, który wymordował niewinne dzieci w Betlejem, przez co stał się jej swoistym prekursorem. Znamienne jest również to, że znakiem rozpoznawczym kultury śmierci jest zabijanie niewinnych, nienarodzonych dzieci w majestacie prawa.

W roku 1997 w Kaliszu, w Sanktuarium Św. Józefa Ojciec Św. Jan Paweł II cytując słowa Św. Matki Teresy z Kalkuty, mówił do zgromadzonych pielgrzymów: „Wiele razy powtarzam – i jestem tego pewny – że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali? Jedynym, który ma prawo odebrać życie, jest Ten, kto je stworzył. Nikt inny nie ma tego prawa; ani matka ani ojciec, ani lekarz, ani żadna agencja, żadna konferencja, żaden rząd. …. Przeraża mnie myśl o tych wszystkich, którzy zabijają własne sumienie, aby móc dokonać aborcji. Po śmierci staniemy twarzą w twarz z Bogiem, Dawcą życia. Kto weźmie odpowiedzialność przed Bogiem za miliony i miliony dzieci, którym nie dano szansy na to, by żyły, kochały i były kochane? Po tych słowach Papież dodał: Józef z Nazaretu, który uchronił Jezusa od okrucieństwa Heroda, staje w tej chwili przed nami jako wielki rzecznik sprawy obrony życia ludzkiego od pierwszej chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci. Pragniemy więc na tym miejscu polecić Bożej Opatrzności i świętemu Józefowi życie ludzkie, zwłaszcza życie nie narodzonych, w naszej Ojczyźnie i na całym świecie.

Św. Józef, jako Patron Życia, ukazuje nam postawę wiary pełnej, konsekwentnej i zdecydowanej, której owocem jest afirmacja Życia. W sposób szczególny przemawia dzisiaj do wszystkich mężczyzn, aby nie bali się stanąć na straży budzącego się nowego życia, które z miłości powierzył im pod opiekę Stwórca.

Ks. Stanisława Kozik OSJ


Katecheza pierwsza:

Święty Józef - Mąż wiary!

Wielu ludzi dzisiaj mówi o swojej wierze, czy jednak zawsze mamy do czynienia z ludźmi wierzącymi, których możemy uczciwie nazwać ludźmi wiary? Św. Józef, którego rok jubileuszowy rozpoczęliśmy 8 grudnia 2020 roku, został nazwany Mężem Wiary. Przez kolejne katechezy będziemy próbować przyjrzeć się osobie tego świętego i jego postawę wiary zaproponować współczesnym osobom wierzącym.

Św. Mateusz w swojej Ewangelii, pisząc rodowód Pana Jezusa, zaczyna od słów: Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama … a kończy: … Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem (Mt1, 1; 1, 16). Choć w całym rodowodzie znajdziemy ludzi różnego pokroju i „świętości” to jednak na początku i na końcu tej genealogii są dwaj mężowie, na których wierze Bóg zrealizował swój odwieczny zamysł: Abrahama i Józefa. Jeżeli Abrahama nazywamy ojcem wiary ponieważ całkowicie zaufał Bogu, wbrew ludzkiej logice myślenia, co podkreśla list do Rzymian: On to wbrew nadziei uwierzył nadziei… I nie zachwiał się w wierze… I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu... (Rz 4, 18n) to jak nazwać Józefa, który wypełnia to, co w historii Abrahama było tylko zapowiedzią przyszłych wydarzeń zbawczych, było figurą? Kiedy Kościół nazwał Św. Józefa Światłem Patriarchów – takim wezwaniem modlimy się w litanii – wydaje się, że postawił go przed Abrahamem, jakby chciał przez to ukazać, że choć wiara Abraham jest ogromna to jednak Józef postawił jeden krok dalej w zawierzeniu Bogu. Jaka jest zatem wiara Józefa i co oznacza dla nas?

Św. Józef zasadniczo pojawia się tylko w tak zwanej Ewangelii Dzieciństwa Pana Jezusa lub – jak korygował to stwierdzenie O. Tarcisio Stramare – w Ewangelii Życia Ukrytego. Potem znajdziemy już tylko wzmiankę o Józefie, zdumionych mądrością Jezusa ludzi, którzy pytają się: Czy nie jest to syn Józefa? (Łk 4, 22) lub: Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? (Mt 13,54n).

Ewangelia Życia Ukrytego, która zasadniczo przekazuje nam prawdę o narodzeniu Syna Bożego oraz jeden epizod z jego dzieciństwa, kiedy miał lat 12, ukazuje także postać Św. Józefa, któremu Bóg Ojciec zlecił misję bez precedensu. Misja ta nie polegała tylko na trosce o byt doczesny i odpowiedzialność za Syna Bożego i Jego Matkę. Misja, którą otrzymał Józef, polegała na tym, że miał być tu na ziemi prawdziwym ojcem Dziecka, które nie jest jego Dzieckiem, i nie jest Dzieckiem żadnego innego mężczyzny, a jednoczenie jest Dzieckiem jego żony! W ten sposób swoją decyzją, jako pierwszy z ludzi, miał wyznać wiarę i zostawić świadectwo wobec wszelkiego stworzenia, że Ojcem Dziecka, które narodziło się z Maryi jest sam Bóg Ojciec. Zanim Józef zrozumiał swoją misję i przyjął tę prawdę przeżywał w swoim sercu ogromne strapienie. Nawet dla niego, który był mężem Bożym, sprawiedliwym, a więc świętym, gotowym we wszystkim pełnić wolę Boga, ta prawda była po ludzku nie do pojęcia. Była tym trudniejsza, że całkowicie ufał Maryi. I tutaj pojawia się pierwszy sprawdzian męża wiary. Pomimo tego, że Józef zdawał sobie sprawę, że uczestniczy w wielkiej, nadprzyrodzonej i niepojętej tajemnicy, nie wyłączył myślenia! Jest człowiekiem, który myśli, rozważa, odcieka, bardzo przy tym cierpi i w końcu podejmuje decyzję człowieka wiary! I choć nie o taką decyzje Bogu chodzi, nie jest to jednak decyzja błędna. Jest to decyzja człowieka, który dotarł na szczyt możliwości ludzkiej wiary. Niczego nie rozumiejąc wybiera najlepsze rozwiązanie dla Maryi i Jej Dziecka. Przyjmuje tajemnicę, o której mówi mu Maryja, jednak z szacunku wobec Boga i Jego planu czuje się nie godny dalej być Jej mężem. Stanął przed poważnym dla siebie pytaniem: Skoro Bóg wybrał Ją dla siebie, to czy on, prosty cieśla, może jeszcze być Jej mężem? Józef na to pytanie odpowiada negatywnie: nie! Kierując się posłuszeństwem wobec Prawa Pańskiego usuwa się w cień, chce potajemnie oddalić Maryję, po prostu odejść. Nie chcąc narazić Jej na zniesławienie, zniesławienie przyjmuje na siebie. Biorąc winę na siebie po raz pierwszy chroni Maryję i Dziecię Jezus. Teraz ludzie będą o nim mogli mówić, że jest łotrem, zostawił żonę w ciąży i poszedł! Wobec tak wielkiej tajemnicy to właśnie wiara prowadzi Józefa do wyznania heroicznej miłości do Maryi i Boga, miłości, która nie cofa się przed cierpieniem. Dopiero teraz interweniuje Bóg jakby czekał na taką właśnie decyzję Józefa - bo ona potwierdza jego wiarę i miłość. Pierwsze słowa jakie do niego Bóg kieruje są odpowiedzią, której Józefowi brakowało w jego rozważaniach: Józefie! Maryja jest twoją prawdziwą małżonką a ty Jej prawdziwym mężem: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; ( Mt 1, 20). Bardzo wymowne jest to, że po tej Bożej interwencji, kiedy Józef zbudził się ze snu, od razu wziął Maryję do siebie. W Ewangelii nie zobaczymy już Józefa, który miałby jakieś wątpliwości, co do swej misji. Będą przed nim inne wyzwania i inne cierpienia, będą pytania dotyczące życia, ale nie będzie miał już wątpliwości co do swej tożsamości przy Maryi i Jezusie.

Pierwszą cechą człowieka wierzącego jest rozumność jego aktu wiary. Bóg nie każe nam ślepo wierzyć. Pomaga nam w akcie wiary, towarzyszy, prowadzi, wyjaśnia, czeka, daje czas, wspiera i kiedy trzeba interweniuje. Pozwala nam na nasz trud i wysiłek wiary ponieważ traktuje nas poważnie i ten trud nas kształtuje jako osoby. Za aktem wiary musi iść postawa wiary. Będzie się ona wyrażała w tym, że wszystkie swoje decyzje i wybory dokonuje w oparciu o Ewangelię i nauczanie Kościoła. Wiara zatem nie jest spokojnym portem, do którego zawinę i tam spocznę w jakimś błogostanie. Wiara jest dynamizmem,  jest wypłynięciem na głębię i we wszystkich sprawach życia zwracaniem się do Boga. To zakłada zaufanie i traktowanie Jego słów na serio. Najprostszą definicję wiary moglibyśmy wyrazić słowami, że wiara to słuchanie słów Jezusa Chrystusa i branie ich na serio – a więc wprowadzanie w czyn. Człowiek wiary, w sytuacji tajemnicy i wątpliwości, zwłaszcza wtedy kiedy wydarza się coś trudnego i pociągającego za sobą cierpienie, zawsze kieruje się Prawem Bożym i oficjalnym nauczaniem Kościoła! A jeśli wydarzenie jest bez precedensu, cierpliwie trwa na tym fundamencie i czeka, aż Pan pokaże co dalej czynić, dalej w posłuszeństwie tym, których wybrał za pasterzy. Wreszcie prawdziwa wiara potwierdzona zostaje i zawsze wyraża się w czynnej, ofiarnej miłości.

Ks. Stanisław Kosik OSJ